Dzisiaj będę zachęcał Was do wyprawy na jeden z ciekawszych szczytów pasma granicznego (choć do samej granicy stąd jeszcze trzeba kawałek pomaszerować) – Jasło. Dlaczego warto się tam wybrać ? Po pierwsze, bo lubimy przecież chodzić po górach
Po dugie – krajobrazy (to akurat standard). Po trzecie, i być może dla niektórych najważniejsze (zwłaszcza, że dwa pierwsze założenia są spełnione) – nie spotkacie tu raczej tłumu turystów. Kto w sezonie wakacyjnym “zaliczył” Połoniny, Tarnicę lub Rawki, na Jaśle poczuje nieopisaną ulgę. Tu naprawdę można odetchnąć od nadmiaru czynnika ludzkiego.
Względnie niewielkiemu ruchowi na szlaku sprzyja położenie szczytu. Prowadzi tu jeden oznakowany szlak – czerwony. Decydując się na wyprawę na Jasło, czy to od strony Smereka, czy też od Cisnej, trzeba przygotować się na kilkugodzinny marsz (w jedną stronę), w dodatku z kilkoma kulminacjami po drodze (jak choćby Fereczata, czy też Małe Jasło). A to już wymaga jako takiej wprawy i kondycji.
Jest też droga alternatywna, opisywana w niektórych przewodnikach, idealna dla tych, którzy nie dysponują zbyt dużą ilością czasu. Droga jest co prawda nieoznakowana, jednak trudno się zgubić po drodze, zaręczam. No, może poza jednym miejscem, ale o tym później.
Naszą wycieczkę zaczynamy w miejscowości Przysłup, w miejscu gdzie kończy się trasa kolejki bieszczadzkiej. Przecinamy tory i ruszamy w kierunku pensjonatu Fereczata. Po prawej stronie od niego, wśród kępy drzew, odnajdziemy dróżkę, sądząc po śladach mocno uczęszczaną przez wielbicieli jazdy konnej. Droga ta skręca wkrótce w lewo na łąki i prowadzi prosto ku masywowi górskiemu – idziemy cały czas prosto ku granicy lasu. Jakieś 100 metrów przed linią lasu trzeba uważać, gdyż główna dróżka odbija ostro w lewo ku potokowi – trzeba iść cały czas prosto, wzdłuż pojedyńczych drzew, zwanych potocznie “choinkami”
Kiedy osiągniemy las, po naszej lewej stronie powinien być jego ogrodzony fragment – idziemy dalej wyraźną ścieżką wzdłuż siatki.
Od momentu wkroczenia do lasu robi się coraz stromiej. Za kilka chwil wdrapujemy się na stokówkę (można tu chwilę odpocząć), przecinamy ją i dalej pod górę. Przed nami najcięższy fragment trasy, podejście jest mocno strome. Mozolnie pod górę, aż dochodzimy do polanki powstałej w wyniku wycinki drzew. Zapewne większość osób zatrzymuje się tu na odpoczynek, idealnie się do tego nadaje kawałek zwalonego, grubego pnia.
Teraz będziemy maszerować łagodnym wzniesieniem po terenie wycinkowym. Podążamy ku górnej granicy zwartego lasu, pod sam koniec zrobi się nieco bardziej stromo, ale nie na tyle, żeby dostać zadyszki. Pod koniec tego odcinka wprawne oko wypatrzy ślady walk z II wojny światowej.
Po osiągnięciu linii lasu wychodzimy na połoninę, która będzie nam towarzyszyć do samego szczytu. Ostatni fragment podejścia jest bardzo łagodny i dość długi, a towarzyszyć nam będą rozległe pola borówek, zdziczałe łąki, oraz duże pola rośliny o charakterystycznym wyglądzie, której nazwy jednak nie znam, a którą ochszcziłem mianem “kapusty”
Kto pokonywał ten szlak, zapewne wie o co chodzi.
Na odcinku połoniny w pewnym momencie szlak zbliża się do lasu – i tu jest miejsce, gdzie można się zagapić, gdyż wyraźnie wydeptana ścieżka prowadzi prosto do lasu (a potem w dół zbocza, kiedy to powinna włączyć się lampka alarmowa w głowie), a tymczasem trzeba iść wzdłuż linii lasu, mając go po lewej stronie. Ktoś “oznakował” szlak jakimiś fragmentami ubrań i szmatami wiszącymi na gałęziach, ale przyznam, że z małżonką się zagapiliśmy.
W każdym razie po kilkunastu minutach osiągamy szczyt Jasła, który sam w sobie jest dość rozległy. Na południowym jego skraju stoi jakaś konstrukcja, mająca zapewne związek z geodezją. Schodząc nieco niżej, wśród pól borówek można odnaleźć ślady niemieckich umocnień polowych. Podążając nieco na północ osiągniemy szlak czerwony, którym możemy odbić w lewo na Okrąglik, i dalej na Fereczatą w kierunku Smereka, lub w prawo na Cisną. Podziwiajmy też panoramy, które należą chyba do najrozleglejszych w Bieszczadach. Widać stąd wszystkie masywy po polskiej stronie, a także wiele po słowackiej. Oby tylko przejrzystość powietrza była dobra, o co w sezonie letnim naprawdę trudno…
Na koniec słów kilka tytułem uzupełnienia. Po drodze z Przysłupa na sam szczyt opisywaną trasą nie spotkaliśmy ani jednego człowieka. W drodze powrotnej spotkaliśmy 3 osoby. Na samym szczycie było nieco więcej osób, które tam dotarły czerwonym szlakiem z Cisnej – ale w sumie na szczycie było nie więcej niż 10-12 osób. I to w wakacje. Jak wspominałem na początku, zadeptanie tu nikomu nie grozi
Niestety muszę też napisać o tym, co mi się nie podobało. Nie ma to jednak związku z samymi górami, ale z ludźmi. Będzie krótko i zwięźle. Praktycznie cały czas od momentu wejścia do lasu natrafialiśmy co chwila na ślady bytności człowieka w postaci wyrzuconych butelek, puszek po piwie, papierów. Można by się spodziewać, że na nieoznakowanym szlaku można spotkać ludzi nieco bardziej nastawionych turystycznie, a nie zwykłe, za przeproszeniem, bydło.
- Czerwony szlak w kierunku Cisnej.
- Południowy stok Jasła, widoczne "kopki" to resztki niemieckich umocnień z II wojny światowej.
- Widok ze szczytu w kierunku na Połoninę Wetlińską.
- Łopiennik.
- Końcowe podejście, widać już szczyt.
- Tu można się nieco zagubić. Nie wchodzimy do lasu widocznego w środku kadru, ścieżka (w tym miejscu słabiej widoczna) prowadzi jego prawym skrajem.
- Najgorsze za nami, tu można odetchnąć.
- Za chwilę najtrudniejsze podejście.
- Początek szlaku, widoczek na Przysłup.










September 17th, 2010 at 11:41 pm
I tutaj z przykrością się zgadzam. Byliśmy z żoną w sierpniu. Szlak od Smereku do Cisnej. Oprócz puszek, butelek, papierów, worków foliowych to jeszcze zasr..ny. Smutne
September 18th, 2010 at 12:22 am
Komentarz do zdjęcia 8. Ten niepozorny trójnóg stoi nad punktem triangulacyjnym służącym do sporządzania map. Teraz sprawę rozwiązuje GPS, który określa położenie na podstawie odczytów z satelity. Taki punkt , to kamień o wysokości ok. 1,5 metra pod nim 2 znaki podziemne. Ile trzeba było trudu,żeby to wszystko wnieść na górę.
October 1st, 2010 at 12:05 am
chyba widzę tą drogę z wyjściem nie będzie kłopotu ale to podejście pod las, piszesz że trzeba się trzymać lewej strony lasu a na zdjęciu opis że prawej, ma to jakieś znaczenie? poprostu chyba trzeba się kierować w szpic lasu i tam ścieżka będzie tak? :0 pozdro
October 1st, 2010 at 7:25 am
Jacko, trzeba iść ścieżką która prowadzi prawą stroną lasu, czyli masz go po lewej stronie
Na fotce numer 4 widać w centrum kadru przecinkę, którędy trzeba się kierować. Te drzewa z prawej strony fotki stoją już na stoku.
Jak wejdziesz w ten las, który widać z lewej strony, to potem można jeszcze odbić w prawo do właściwego szlaku – jak przeoczysz odbicie i pójdziesz dróżką dalej wgłąb lasu, droga zacznie schodzić w lewo w dół po stoku – to znak, że źle idziesz, bo przecież masz sę wspinać pod górę, a nie w dół
November 17th, 2010 at 9:43 am
wiem,że każdy ma prawo chodzić gdzie mu się podoba,ale zadepczą nam w końcu te Bieszczady tak jak zadeptali Tatry,może i asfalt położą z Przełęczy Wyżniej na Wetlińską żeby lalunie w szpileczkach mogły spacerować,choć już teraz z tym ubiorem w góry różnie bywa:))
November 17th, 2010 at 10:19 am
Droga Aniu, miejmy nadzieję, że do tego nie dojdzie i nie będziemy mieli tutaj drugiego Zakopca
Mówią co prawda, że nadzieja matką głupich, ale przecież matka swoje dzieci kocha. A szpileczki na szlaku do Chatki Puchatka można zobaczyć już teraz bez większego problemu, niestety…