Bieszczady

- blog bieszczadzki

Wycieczka do Beniowej (cz.1)

Wed, Jun 3, 2009

Różności

Wycieczka do Beniowej (cz.1)

Na samym wstępie muszę lojalnie ostrzec, iż wyprawa samochodem w tzw. “bieszczadzki worek” nie będzie dobrym wyborem dla osób zbytnio zatroskanych o stan techniczny swojego samochodu ;) Już sama droga tam prowadząca, która odchodzi od dużej obwodnicy, przez Muczne i Tarnawę Niżną do dobrych nie należy. Kto jechał, ten wie. Prawdziwy rajd terenowy zaczyna się później.

Najdalszym punktem, do jakiego można dotrzeć autem, jest parking w Bukowcu. Zanim tam dotrzemy, należy zaopatrzyć się w Tarnawie Niżnej w dwa bilety: bilet wstępu do BPN oraz bilet parkingowy. Tutaj też jest ostatnia szansa, żeby zaopatrzyć się w jakiś prowiant. Przed nami już tylko pustkowie.

Przez kilka kilometrów za Tarnawą droga jest nawet niezła, choć wąska. Prowadzi przez odkryty i względnie płaski teren, wzdłuż Sanu i granicy z Ukrainą. Widoki i atmosfera tego miejsca jest doprawdy sielankowa. Po prawej stronie można podziwiać masyw Bukowego Berda, powoli też wyłania się Tarnica. Po lewej zaś widać kilka domów po ukraińskiej stronie. A wokół nas zielone łąki.

Z tej sielanki niestety zostaniemy wkrótce wyrwani, kiedy to nagle dobra droga się kończy, zamieniając się w koszmar każdego kierowcy. Od tej chwili do samego Bukowca prowadzi kamienista droga, bardzo nierówna i dziurawa. Zbrodnia dla każdego układu zawieszenia. Nie każdy podejmuje wyzwanie dotarcia do Bukowca. Sam widziałem zawracające auta.

Niestety ten odcinek drogi jest dosyć długi. Jadąc po raz pierwszy, za każdym zakrętem i pagórkiem wypatruje się z utęsknieniem celu, jakim jest parking. Zapewne podobnie czują się zagubieni na pustyni, szukając z nadzieją jakiejś oazy, gdzie znajdą upragnioną wodę. Ok, trochę przesadzam, ale niewiele ;)

Pokonujemy podjazd pod kolejny pagórek i oto jest, naszym oczom ukazuje się wyczekiwany parking. W zależności od pory roku może tam stać kilka aut, albo nawet żadne. Parkujemy nasze toczydło i możemy ruszać.

Zanim ruszymy w kierunku Beniowej, warto na moment wybrać się w przeciwnym kierunku, aby zobaczyć pozostałości po cerkwi w Bukowcu, oraz cmentarz z czasów I wojny światowej. Z samej cerkwi zostały tylko fundamenty. O jedno z drzew była też oparty zardzewiały i powykrzywiany krzyż – być może zdobił on niegdyś tą świątynię – tego jednak nie wiem. Obok pozostałości po cerkwi znajdziemy również kilka zapuszczonych mogił.

Tuż obok, otoczony szpalerem iglaków, znajduje się niewielki cmentarz wojenny. Mogiły wyglądają na zbiorowe, a ich zarys jest ledwo widoczny. Nie znajdziemy niestety żadnej informacji, kiedy pochowano tu poległych żołnierzy, ani po której stronie konfliktu walczyli.

c.d.n.

, ,

Post napisany przez: Nadszyszkownik

13 komentarzy tego postu

  1. Rafał napisal:

    Zgadzam się z autorem artykułu, Sam chciałem odwiedzić najdalszy zakątek Naszego kraju a zarazem pięknych i wspaniałych Bieszczad. Zjeżdżając z głównej drogi trzeba przygotować samochód na prawdziwy “hardcore” zwłaszcza osobowy. Droga jest naprawdę w opłakanym stanie, ale jeszcze to nic. Około kwietnia zaczyna się wycinka drzew i trzeba (nie powiem się modlić) być tylko dobrej nadziei, że nic nie będzie jechało z naprzeciwka. Droga wąska i stroma, brak możliwości ominięcia pojazdu, że nie powiem już o możliwości zawrócenia na dość długim odcinku!!! Przy wjeździe do Tarnawy Niżnej pomyślałem Sobie “to tu kończy się cywilizacja” i faktycznie. Ludzie, którzy stali na dworze remontując swoje domy byli w szoku, że ktoś osobówką i to z lubelskiego zapuszcza się w tak odległe rejony. Miejscowość malownicza jednak większość budynków jest w naprawdę opłakanym stanie. zdecydowanie polecam jazdę rowerem. I koniecznie wziąć ze Sobą aparat. Pozdrawiam.

  2. Adrian Zapała napisal:

    Ciekawy opis. Sam byłem u wrót bieszczadzkiego worka, ale dbałość o zawieszenie zwyciężyła ;) Pozostaje rower i aparat w ręku ;)

  3. e. napisal:

    Bardzo przydatny opis, dziekuje za pomoc i gratuluje barwnosci jezykowej autorowi gdyz przyjemnie sie czytalo panskie “czytadlo”:)
    Pozdrawiam

  4. Artur napisal:

    mieszkam w norwegii od 6 lat ale brak mi BIESZCZAD tu tego nie znajdziecie . Tylko na miejscu w KOCHANYCH BIESZCZADACH mozna odpoczac od wszystkiego .Pal licho zawieszenie

  5. Artur napisal:

    brak mi biszczad tu mam gory i mrze w jenym brak nocy w lato no i brak dnia w zime moze to i pora wracac do polski

  6. Artur napisal:

    bylem w Beniwej kocham poske tyko nie to co sie w niej dzieje

  7. Ewaryst napisal:

    Witam,
    bardzo fajny opis, osobiście dojechałem osobówką do parkinku (2008 r), dalej już z buta jest niezły szlak przez Beniową, groby Hrabiny do źródeł Sanu. 15 minut przed źródłami jest ładna panorama na Ukrainę. Szedłem z plecakiem wyprawowym i podane czasy przejścia nie są “wyżyłowane”. Każdy odcinek szedłem poniżej podanego czasu. Na wycieczkę w tamte rejomy polecam namiot. Moim zdaniem jest konieczny, bo nie zawsze można dojść do parkingu, a wtedy noc pod gwiazdami…(jeśli nie leje).
    Za 5 dni jadę w Bieszczady,
    Pozdrawiam

  8. Ryszard napisal:

    Panowie ! Trochę umiaru !
    Byłem w Bukowcu trzy razy samochodem. Żadnych problemów ! Trzeba tylko jechać ostrożnie, a nie wyrywać. I nie widzę problemu żeby co jakiś czas nie zawrócić jeśli komuś jest to potrzebne.I naprawdę nie mam terenówki tylko auto zwykłego Kowalskiego ( podobno “miękkie” Renault Thalia).
    Nie róbcie więc z siebie pogromców bezdroży ! Gorsze drogi widziałem w tzw. cywilizacji.
    No chyba , że Panowie przyzwyczajeni do tego, że wszędzie jest asfalcik, oświetlona droga i sygnalizacja. To przepraszam ! No cóż… nie wszędzie jest stolyca albo inne duże miasto. Jest też inna Polska. Być może dlatego dojazd do Bukowca nie był dla mnie żadnym problemem. Po prostu mam to na codzień ( no właśnie… jestem wieśniak z prowincji, który musi dojeżdżać codziennie do pracy do wielkiego miasta 60 km. w jedną stronę bo w moim mieście pracy niet ).
    A poza tym zapewniam, że z Bukowca do Sianek prze zupełnie średniej kondycji fizycznej ( mam prawie 60 lat ) można zupełnie spokojnie wyjść o 10,00 i wrócić na 17,00 ). Warto ! Miejsce jest wspaniałe !

  9. Nadszyszkownik napisal:

    Panie Ryszardzie, niepotrzebnie Pan się unosi. Ja co prawda mieszkam w wielkim mieście, ale zapewniam Pana, że do mojego domu prowadzi niewiele lepsza droga, niż wspomniana w tym wpisie. Swojego zdania o drodze do Bukowca nie zmienię – to zdecydowanie najgorsza ze znanych mi bieszczadzkich dróg, gdzie dozwolony jest ruch samochodowy. Chyba że coś z tym zrobiono w ciągu ostatnich 2 lat, kiedy to byłem tam ostatni raz. Widzi Pan, pomimo stanu tej drogi pokonałem ją dwukrotnie, a przyjdzie czas na trzeci raz, bo również chciałbym dotrzeć do Sianek.

    Uznałem, że trzeba o tym wspomnieć, bo nie każdy kocha na tyle Bieszczady, aby narażać swoje auto na takie nieprzyjemności. Co więcej, uważam zły stan bieszczadzkich dróg również za pewną część tego, co wpływa na klimat tego regionu. Kto bywa tu regularnie, z pewnością zauważy, że w ostatnich latach dużo zmieniło się na lepsze – wyremontowano kilka odcinków, m.in. drogę do Wołosatego, Smolnik-Dwernik-Brzegi Górne, Dołżyca-Terka (pięknie położna droga). Drogi są coraz lepsze, ale klimat niestety ginie.

  10. mirosław napisal:

    Zgadzam się co do stanu drogi ale tak ma pozostać.To jest miejsce dla tych którzy kochają przyrodę a nie swój samochód.Jeżdźę tam regularnie i nie zważam co stanie się z autem a posiadam tylko Tico

  11. magda napisal:

    Jadąc od Tarnawy do Bukowca nie ma w panoramie Tarnicy – jest za to Wołowy Garb, Halicz, Krzemień i Bukowe. Nie wszystkie przewodniki piszą prawdę.

  12. Nadszyszkownik napisal:

    No cóż, wpis powstał ładnych kilka miesięcy po mojej pierwszej wizycie w tym rejonie, stąd zapewne wynikła ta pomyłka. Zapewne ma Pani rację i Tarnicy z drogi do Bukowca nie widać.

  13. Beata napisal:

    Święta prawda. Droga cudownie trudna technicznie, a co do zawracających aut – też miałam przyjemność je widzieć. My daliśmy radę – przejechaliśmy ja naszym “Merci” 220stką aż na parking, gdzie tego dnia akurat trudno było o miejsce do parkowania. Droga ciężka, ale to na parkingu straciliśmy zderzak i gdyby nie pomysłowość mojego Męża, który związał go sznurkiem i owinął plastrem – do domu wracalibyśmy z zderzakiem w bagażniku. Z parkingu aż do żródeł Sanu. Piękna i długa wyprawa, ale za każdą cenę warta przejścia.

    Na zawsze już w mojej pamięci i sercu.

Dodaj komentarz